Świat się wokół nas wciąż mniejszy staje,
Kontynenty na odległość dłoni są,
Samoloty jak z dziecinnych bajek,
Ponad głową coraz szybciej niebo tną.
Ludzie wciąż wędrują wielkim, głośnym stadem,
Z pomieszania mowy słychać jeden głos
Zbudowano drugą, większą Wieżę Babel,
Kto pamięta tamtej, pierwszej wieży los?
Świat się kurczy jak przekłuty balon,
Człowiek też maleje szybko razem z nim,
Przerażony swą niewielką skalą,
Coraz bardziej samotnieje w tłumie tym.
Stąd ucieczki nieprzytomne pustą drogą,
Jakby gdzieś coś za zakrętem było tam
I te wiersze napisane dla nikogo,
I te płótna pełne nostalgicznych plam.
Wieża Babel,
Piękny, choć nieludzki ląd,
Coraz dalej,
Czy to postęp, czy to błąd,
Coraz dalej
Coraz trudniej uciec stąd
Publikatory tyralierą wyszły na żer
Już mikrofony łapią pilnie każdy szmer
Kamery patrzą zimno w oczy
Już nie podskoczy nikt
Fotoreporterzy, czujni tropiciele
Migawki naciągnięte i wybrane cele
Niechybnie pójdą do ataku
Czekając znaków swych
To na arenę wkraczają masmedia
Światło, światło i dźwięk
Wszyscy na plan, zaczyna się komedia
I natłok, natłok szczęk
Operatorzy ciasną ławą zwarli już front
Pomocy wzywać teraz niewiadomo skąd
Już otoczyli drogich gości, ruszyli w pościg już
W kąt Cię gdzieś zagonią światłem reflektora
Najlepiej im się poddać, migać się nie pora
Migawki strzelą chłopie, już są na tropie tuż
To na arenę wkraczają masmedia
Światło, światło i dźwięk
Wszyscy na plan, zaczyna się komedia
I natłok, natłok szczęk
I już w okienku nienaganny spiker ma straż
I chcesz czy nie chcesz czujesz
Za chwilę czujesz, że grasz
Pozdrawiasz krewnych i znajomych
Na półświadomy barw
I nagle się odmienia wewnątrz w tobie wszystko
Już w głębi duszy czujesz, że chcesz być artystą
I już z tym faktem wołasz: "Jazda, wystąpi gwiazda - JA"
To na arenę wkraczają masmedia
Światło, światło i dźwięk
Wszyscy na plan, zaczyna się komedia
I natłok, natłok szczęk