Jak dziurawy płaszcz noc prześwita,
Wino kończy się, chrypi płyta,
Zaraz muszę wyjść, was zostawić,
Czarną pelerynę z ramion, z ramion zdjąć...
Cześć chłopaki, w różne drogi nam!
Trochę żalu czuję gdzieś na dnie,
Tej włóczęgi wolnej trochę, trochę żal!
I dorożką wypraw ponad dachy henże, ponad dachy hen,
Gdzie niebieski prószył śnieg...
W każdym drzewie skrzypiec dźwięk w słowie wiersza już tkwił,
Jakbyś ponad ziemią szedł,
W jasnej chmurze tkwił całe dnie,
Wymyślonych zdarzeń świat zbytnio chyba wciągnął nas!
Ale, chłopcy, pojąłem teraz:
Niezwyklejszym zwykłe życie, gdy udźwignąć umiesz je!
Jakże wiele kryje się,
Jakże wiele kryje się w zwykłych rzeczach!
Chętnie chcę mieć ze względu na wiek dla siebie czas
Brać życie pod włos, na oślep i wprost, na szczęścia traf
Ze sobą się zżyć, z uporem w tym tkwić, na całość iść
I zebrać się w świat, z kimś w życie się wdać, bez szwanku wyjść cało, wyjść z życia wyjść
Na pomysł wpaść, wysupłać się z raz ze swoich drzwi
Schodami pod prąd gdzieś wybrać się stąd jak gdyby nic
Samemu bez map, w pośpiechu na gwałt, ostatkiem tchu
Do znanych już miejsc opłaci się zbiec nie licząc na cud
Ze sobą się zżyć, z uporem w tym tkwić, na całość iść
I zebrać się w świat, z kimś w życie się wdać, bez szwanku wyjść cało, wyjść z życia wyjść
Na pomysł wpaść, wysupłać się z raz ze swoich drzwi
Schodami pod prąd gdzieś wybrać się stąd jak gdyby nic
Samemu bez map, w pośpiechu na gwałt, ostatkiem tchu
Do znanych już miejsc opłaci się zbiec nie licząc na cud
Samemu bez map, w pośpiechu na gwałt, ostatkiem tchu
Do znanych już miejsc opłaci się zbiec nie licząc na cud