Publikatory tyralierą wyszły na żer
Już mikrofony łapią pilnie każdy szmer
Kamery patrzą zimno w oczy
Już nie podskoczy nikt
Fotoreporterzy, czujni tropiciele
Migawki naciągnięte i wybrane cele
Niechybnie pójdą do ataku
Czekając znaków swych
To na arenę wkraczają masmedia
Światło, światło i dźwięk
Wszyscy na plan, zaczyna się komedia
I natłok, natłok szczęk
Operatorzy ciasną ławą zwarli już front
Pomocy wzywać teraz niewiadomo skąd
Już otoczyli drogich gości, ruszyli w pościg już
W kąt Cię gdzieś zagonią światłem reflektora
Najlepiej im się poddać, migać się nie pora
Migawki strzelą chłopie, już są na tropie tuż
To na arenę wkraczają masmedia
Światło, światło i dźwięk
Wszyscy na plan, zaczyna się komedia
I natłok, natłok szczęk
I już w okienku nienaganny spiker ma straż
I chcesz czy nie chcesz czujesz
Za chwilę czujesz, że grasz
Pozdrawiasz krewnych i znajomych
Na półświadomy barw
I nagle się odmienia wewnątrz w tobie wszystko
Już w głębi duszy czujesz, że chcesz być artystą
I już z tym faktem wołasz: "Jazda, wystąpi gwiazda - JA"
To na arenę wkraczają masmedia
Światło, światło i dźwięk
Wszyscy na plan, zaczyna się komedia
I natłok, natłok szczęk
Kadzidlana mgła,
Kadzidlana mgła,
Kadzidlana mgła,
Kłębi się, spiżów jęk,
Migotanie świec
Gotyk wyższym czyni wciąż,
O marmur kopyt stuk,
I na tarczy miecz,
Taki pogrzeb chciałeś mieć.
Ciebie po prostu z domu wynieśli,
Jeszcze bardziej byłeś sam,
Dudniły grudy, grudy gliny
Na cichym... pere lachaise.
Lecz ty żyjesz, wciąż żyjesz,
Przetrwałeś jednak śmierć.
Teraz siedzę w noc,
Z twoją myślą sam na sam,
Z białych kartek patrzą na mnie
Oczy twe,
Z uczciwości serca
Sądzą nas,
Ty żyjesz, wciąż żyjesz,
Przetrwałeś jednak śmierć,
Czasowi
Zapomnieniu wbrew
Czasowi
Zapomnieniu
Teraz siedzę w noc
Z twoją myślą
Sam na sam
Z białych kartek patrzą na mnie
Oczy twe
I sądzą mnie
Sądzą nas
Ty żyjesz, wciąż żyjesz,
Przetrwałeś jednak śmierć
Tak, papier spłonie,
A kamień zniszczy czas,
Ale myśl płomienna wciąż
Będzie,
Będzie, będzie trwać.
Tak, papier spłonie,
A kamień zniszczy czas,
Ale myśl płomienna wciąż
Będzie,
Zazdrościłeś im,
Zazdrościłeś im,
Zazdrościłeś im,
Kirów tych
Koni tych
Zazdrościłeś im,
Spiżów i marmurów,,
Blasku świec, zazdrościłeś
Tłumów w wielkim bólu,
Ty, ty nieśmiertelny...
Co jest za tą siódmą górą, tam ?
Obraz, który czasem śni się nam,
mały chłopiec z piłką bawi się,
nad podwórkiem krąży jego śmiech.
Obraz przeskakuje niby slajd
wiosna, drzewo, ławka, jakiś park.
Chłopiec trochę podrósł, siedzi sam,
stracił pierwszą miłość, żal go nam!
Te obrazy bolą dziwnie tak,
te obrazy z nim,
niespodzianie w oczy pieką jak,
jak gryzący dym
i zgadywać nawet nie chcesz, nie
kim on może być.
Te obrazy prześladują Cię
nie chcesz o nich śnić.
Nic nie boli, tak jak życie,
nic nie boli nas,
to olśnienie i odkrycie,
że przemija czas.
To odkrycie i olśnienie,
że nas będzie brak.
Nic nie boli jak istnienie,
nic nie boli tak!
I ostatni obraz, który znasz,
w lustrze przegranego chłopca twarz.
Te obrazy dziwnie bolą tak,
te obrazy z nim.
Niespodzianie w oczy pieką jak,
jak gryzący dym
i zgadywać nawet nie chcesz, nie
kim on może być.
Te obrazy prześladują Cię,
nie chcesz o nich śnić
Nic nie boli, tak jak życie,
nic nie boli nas,
to olśnienie i odkrycie,
że przemija czas.
To odkrycie i olśnienie,
że nas będzie brak.
Nic nie boli jak istnienie,
nic nie boli tak!